czwartek, 13 grudnia 2012

Rozdział 8

-Niall ?
-Co jest mała ?
-Bo wiesz... Ja rzadko obdarzam kogoś bardzo mocnym zaufaniem ... i czy ..?
-Tak Lauren , Sam może jechać i mieszkać z nami .Miała to być niespodzianka ale skoro zaczęłaś sie pytać...
-Serio ?! Jesteś taki kochany !!- Dziewczyna przytuliła się do brata.-Jak zdołałeś namówić mamę Sam ?
-To nie moja zasługa.
-A czyja ?
-Moj... Naszej mamy .Ma dar przekonywania .
-Jezu.Muszę ochłonąć.-Dziewczyna złapała się swoimi zimnymi rękoma za rozgrzane policzki.Po chwili wydała z siebie radosny,przeciągły piski i pobiegła w bliżej nie znanym kierunku.
-Kobiety...-Blondyn poprawił fryzurę i spojrzał w ślad za siostrą.W dali zauważył dwie skaczące i piszczące osóbki.Mozolnym krokiem ruszył w stronę piszczących dziewczyn.
-Mam nadzieje że nie znajduje się już w strefie pisku.
- Nie wierze !!
-Samanto Walles  Uwierz !
-Emm.Dziewczyny spakowane ?
-Ja mam walizki w domu -odezwała się ruda.
-Więc tylko ty nie jesteś spakowana...
- I co ? Jestem szybka !
Cała trójka ruszyła w stronę byłego domu Lauren w wyśmienitych humorach.Niall  co chwile zerkał radośnie na Sam.A Sam co chwile zerkała na Nialla .Blondynka uśmiechała się pod nosem.Sam mimo tego że skrywała się w twardej skorupie niezależności,agresji i ignorancji we wnętrzu była delikatną osobą.W szkole była znana jako "ta zła przyjaciółka tej miłej".Lauren znała swoją przyjaciółkę na wylot.Mimo tego, że Sam była wiecznie głodna ,znała kilka sztuk walki,była typową "Karm mnie ,kochaj i nie opuszczaj ",czasami zachowywała się jak chłopak ,ale za to Lauren kochała ją najbardziej. Była dla niej jak siostra której nigdy nie miała.Blondynka dopiero teraz zauważyłą jak bliska była jej przyjaciółka.Dziewczyna odwróciła się na pięcie i przytuliła się do Sam.
-O jej .A to za co ?
-Za to że jesteś ,siostrzyczko .
*** Francesca***
-Louiii !!! Choodź ! Mam Marchewkii !!-Brunetka krzyczała wniebogłosy biegając po domu chłopców.Za rogiem mignęła jej głowa Lou.
-SKĄD WIESZ O MARCHEWKACH ?!
-Wiem bo wiem .Chcesz dostać jedną ?- chłopak ruszył w jej kierunku ,zaś brunetka cofała się do swojego pokoju.Gdy chłopak przekroczył próg nowego pokoju dziewczyny poczuł na sobie jakąś obślizgłą maź.
-Co do cholery...?-zdezorientowany chłopak rzucał spojrzenie to na Anabell która stała na drabinie koło wejścia z wielkim wiadrem ,to na Fanny siedzącą marchewkę na fotelu obrotowym.
-Zemsta jest słodka kotku .-chłopak zaczął wrzeszczeć.Nie wiedział skąd dziewczyny wytrzasnęły w tak szybkim czasie obślizgłą maź pachnącą zgniłą rybą.Wściekłe krzyki zwabiły chłopców do pokoju.
-Co się dzie....? LOU ?! -Po chwili w całym domu było słychać niepohamowane śmiechy.Zły brunet co chwilę  rzucał wrogie spojrzenie na Francuzkę .Ta wyciągnęła aparat i zrobiła mu zdjecie by po chwili wrzucić na swojego twittera.Po chwili wygoniła wszystkich z pokoju i zaczęła bawić sie w projektanta wnętrz. Zamówiła burgundową ,złotą oraz srebrną farbę do ścian. Nie zamierzała przeprowadzać się do domu ojca.Nie wytrzymałaby w takiej pustce.
**Ann**
Po wyjściu z pokoju Francescy dziewczynę zaczął gonić wściekły brunet.Ganiali się po całym domu  do momentu gdy dziewczyna potknęła się a chłopak cały w mazi wylądował na niej. Perlisty śmiech wydobył się z ust dziewczyny a młody mężczyzna ledwo co  łapał oddech ze śmiechu.
-Przepraszam Cię Lou.
-To było nawet śmieszne.-Powiedział chłopak podnosząc dziewczynę z ziemi.
-No wiem- dziewczyna na wspomnienie wydarzenia roześmiała się. -Francesca to ma łeb.
-I jest taka śliczna...
-Że co?
-Co ? NIE ! Nic...-Brunet zarumienił się.
-Hehe ..spokojnie ..
-Zachowasz...
-Możesz na mnie liczyć. -Z uśmiechem obydwoje wrócili do przyjaciół. Ann niepozostała tam długo i poszła  się wykąpać. Po wyjściu z pod prysznica  owinięta ręcznikiem wyszła z łazienki i ujrzała leżącego na łóżku Harolda.
-Hej Harry.- brunetka nie zwróciwszy uwagi na chłopaka przeszła koło niego wycierając włosy ręcznikiem jedną ręką a druga podtrzymując ręcznik owinięty wokół swego ciała.
-Hej.- Dziewczyna momentalnie wyprostowała się ,by po chwili odwrócić się w strone z której dobiegał głos.
-HARRY? CO TY TU ROBISZ?
-Siedzę , a raczej leże.Długo siedziałaś pod prysznicem. -Chłopak odpowiadał ze stoickim spokojem nie zwracając uwagi na poddenerwowanie brunetki.
-No spoko ale daj mi sie ubrać i z tego co widzę chcesz pogadać ..-Uśmiechnęła się i wywaliła chłopaka za drzwi. Po założeniu brunatnej  koszuli   z malutkimi kolcami na kołnierzyku , czarnego sweterka oraz czarnych spodni z dziurami  i zaprosiła chłopaka do pokoju .Przeprosiła na minutkę i gdy uczesała się i umalowała, siadła koło niego na łóżku.
-A więc co sie stało?
-Przejdziemy się .?
-Chętnie...-dziewczyna z wahaniem wypowiedziała te słowa iż nie wiedziała czego może się spodziewać po chłopaku ,z którym nie miała jeszcze szansy dobrze się zapoznać.
-Harry .Przez całą drogę nie wypowiedziałeś ani słówka a wiem że coś chcesz mi powiedzieć.- Jednak chłopak nic nie odpowiedział złapał ja za rękę i szedł dalej przed siebie .
I nagle zaczął padać deszcz...Harreh oddał marynarkę dziewczynie i wziąwszy na ręce obrócił i pocałował.
-To chciałem Ci powiedzieć.-Dziewcznyna przygryzła delikatnie wargę i odepchnęła chłopaka.
-Harry to słodkie .ale... Ale ja nie czuje do ciebie tego samego.Przykro mi ... -Brunetka spuściła głowę ,tępo patrząc w swoje buty.
-Annabell ! Ale ja cie kocham rozumiesz ?! Chciałbym...
-Harry.-Ann stanowczo upomniała chłopaka.-Dlaczego ? Dlaczego starasz się zepsuć to co zbudowaliśmy wraz z Zaynem ?Nie widzisz że to jego kocham ? Że to z nim chcę skończyć resztę życia ? A ty po prostu wpierdalasz się w moje życie i chcesz to zniszczyć.Owszem na początku znajomości spodobałeś mi się,i to bardzo.Ale po tym co Zayn zrobił dla mnie ,nie wyobrażam sobie życia bez niego.Przepraszam ale uważam że nic z tego nie będzie.
Chłopak odwrócił się na pięcie i odbiegł w przeciwną stronę niż ta, którą tu przyszli. Dziewczyna rozbiegła sie  i wbiła sie w znaną sobie postać o nieziemskich perfumach .


Nowa bohaterka ;D Samantha Walles


sobota, 17 listopada 2012

Harry #1 cz 2

Charlotte weszła cicho do groty.Starała się ,aby nikt jej nie śledził.
-PAYN!!!
-Co się stało Charlotte ?
-Jeszcze raz ... Jeszcze raz ten szczyl....
-Charlotte uspokój się!! Odetchnij kilka razy ...
-Jak jeszcze raz zobaczę tego twojego Kumpla...
-Zayna ?
-Nie Do Cholery! Stylesa !!On mnie doprowadza do białej gorączki !!
-Ej co się stało?
-Co się stało? Dopiero teraz sie o to pytasz ?
-No tak...
-A wiec powiem ci co się stało! Ten  ...yhhh... popapraniec ...Najpierw naraził moją opinię w mojej ulubionej gospodzie, Potem na mnie wleciał i znowu zaczął mieć jakieś problemy.Jeszcze raz tak zrobi to go rozszarpię na oczach całej społeczności w Anglii !!
-Jej... Masz naprawdę powody do zmartwień...
-Tak? Tylko tyle ? A tak w ogóle ,gdzie się podział Tomlinson ?
-Wyjechał .
-Tylko tyle?Bez żadnego wyjaśnienia?
-Tak.Naprawdę nie wiem co mu szczeliło do tego pustego łba.
Dziewczyna nawet nie za uwarzyła że znaleźli się w izbie biesiad.W kącie siedział Horan ,który jak zawszę obrzerał się masą pieczonych dzików.
-Horan ! do cholery ! Ile ty możesz tego jeść !
-Dużo .
-To strasznie dużo wyjaśnia.
-Moja wina ,że emocje tłumie jedzonkiem ?
-Tak.Chociaż wiesz ,dziwi mnie to że wampir je ludzkie jedzenie.
-Na mieście nie jestem wampirem.
-Achh.. Dobra nie ważne.Dobrze,Ja was żegnam.Wyruszam w stronę mojej izby odpocząć od tego feralnego dnia.W wampirzym tempie pokonała odległość dzielącą jej pokój i salę biesiadną.Nie zauważając przygaszonego bruneta w najciemniejszym rogu sali.Zdezorientowany Payn nie wiedząc co ze sobą zrobić udał się na polowanie.
-Hej stary ! Mam wszystko o co prosiłeś.Świeczki ,róże,czekoladki i różne przekąski oraz tą śliczną sukienkę którą Lotta oglądała niedawno.-Louis niemal krzyczał z podekscytowania.
-Nawet nie pytam jak zdobyłeś sukienkę .Życie mi uratowałeś.Ale wiesz... Nie widzę sensu...Wydaje mi się że ona w ogóle mnie nie lubi...
-Oj Harreh najwyżej cie znienawidzi.
- Niezłe pocieszenie nie ma co.-Skwitował chłopak w kręconych włosach.
-Jeżeli się nie mylę Charlotte akurat bierze kąpiel.Louisie czy spełnisz jeszcze jedną moją zachciankę ?
***U Charlotte***
Charlotte wyszła w koronkowej bieliźnie ze swojej łaźni i nie zauważając wielkiej paczki na komódce rzuciła się na łóżko.Rozmyślając o dzisiejszym dniu usłyszała cichutkie pukanie w okno.Bez żadnych ceregieli wyszła na malutki balkonik pokryty bluszczem.
-Harry? Co ty wyprawiasz? -Chcąc nie chcąc  uśmiechnęła się na widok chłopaka w kręconych włosach.Mimo tego ,że przez ostatni czas denerwował ją aż nad to ,zakochała się.Tak Wampir zakochał się w wampirze.
-Przyszedłem się zapytać czy pójdziesz ze mną na kolacje.
-Oj no nie wiem nie wiem.Nie mam sukienki...
-Obejrzyj się.-Chłopak uśmiechnął  się tajemniczo.Dziewczyna obejrzała się za siebie i na małej komódce zobaczyła dość duże zielone pudełeczko.Powoli podeszła do niego i lekko rozwiązując kokardę zdjęła wieczko.w pudełku leżała śliczna sukienka o kolorze świeżo skoszonej trawy oraz o kilka tonów jaśniejsze buty i medalion z intensywnie zielonym szmaragdem.
-Wow.- wymsknęło się z jej bladoróżowych ust.Szybko naciągnęła na siebie suknię ,założyła buty oraz medalion  Rozbiegła się i wyskoczyła przez balkon wpadając prosto w ramiona eleganckiego bruneta.
-Lecisz na mnie .-To nie było pytanie lecz stwierdzenie.
-Śnisz Styles.
-Ja tylko stwierdzam fakty.
-Na jakiej podstawie ?
-Na tej -chłopak wskazał na medalion dziewczyny - ma jasnozieloną aurę gdy osoba, która ci go podarowała podoba ci się.Mam identyczny kamień w broszce.
Wzrok rudowłosej zmienił położenie z oczu bruneta na jego broszkę.Także lśniła.Dziewczyna nieśmiało zbliżyła swoje usta do ust chłopaka.Po chwili byli złączeni w długim i namiętnym pocałunku


 THE END !! :D
Z kim kolejny kilkupart ?

środa, 7 listopada 2012

Rozdział 7

-Ale serio?
-Naprawdę ! Przywaliłam jej prosto w tego wypudrowanego noska!
-Lauren .Jesteś moją Mentorką!
-Oj weź przestań,bo się rumienie.
-Musisz koniecznie poznać chłopaków!
-Co?Ale... Jak się im nie spodoba? To znaczy...Jak mnie nie polubią?
-Oj przestań siostra!Jesteś zajebistą laską, masz poczucie humoru ,jesteś ładna,zgrabna ,nie przypominasz żadnego z tych że tak powiem pustych blondynek...
-A ty nie masz za grosz kultury.-dziewczyna zachichotała.-Nie wiesz że nie mówi się z pełną buzią?
-A ty nie wiesz ,że wiesz że cie polubią.
-Czyli co? Rolę się odwróciły? Teraz ty mówisz mi jaka jestem a ja się rumienie?
-Ej! Ja się wcale nie rumieniłem wtedy!
-Mniejsza z tym.-Dziewczyna zawołała kelnera- Czy mogę prosić o jeszcze 2 kubełki kurczaka?
-No! Teraz zaczynam wierzyć że jesteś moją siostrą!No wiesz.Jemy tyle samo,jesteśmy blondynami ,mamy podobny śmiech i poczucie humoru no i wiesz jesteś ładna jak na Horanów przystało.
-Ale są rzeczy które nas różnią.
-Jakie?
-Ty nie masz kultury ,jesteś sławny i masz czwórkę najlepszych przyjaciół ,a ja byłam szarą myszką od podstawówki,lubię stare zespoły i nienawidzę szpilek.
-A myślisz że ja je kocham?
-No fakt to był zły przykład.
-Dobra jemy te skrzydełka i ruszamy do ciebie do domu.-widząc pytające spojrzenie siostry rzucił- przeprowadzasz się do Londynu.
-Że niby jak?!
***Anabell***
-Hejka wszystkim.
-ANABELL:! -dwójka  małpek rzuciła sie na dziewczynę z bananami na twarzy.
-Dobra,dobra chłopaki ona dopiero co wyszła ze szpitala...-Zayn sie uśmiechnął
-Przestań przecież zemną  wszystko w porządku..-na te słowa chłopaki przytulili się z powrotem do dziewczyny.
-A tak w ogóle gdzie Lou ?
-Musiał pojechać do Paryża z jakąś "ważną" sprawą.
-Dziwne ...
*godzinę później*
Dziewczyna siedziała sama w pokoju Zayna,Chłopcy dali jej odpocząć. Siedziała przez godzinę na łózko nie wiedząc co ze sobą zrobić .Do pokoju,zresztą jak zawsze, z rozmachem wpadł Hazza:
-Hej-wchodząc zamknął  drzwi  za sobą i usiadł kolo dziewczyny..
-Hey Hazuś-dziewczyna uśmiechnęła się i przytuliła do chłopaka w momencie gdy usiadł.
-Wszystko w porządku?
-Tak..
-Ciesze się.-chłopak jednak nie ujął tego entuzjastycznie..
-Widzę ze przyszedłeś tu w innej sprawie..
-Owszem..
-A więc?
-Co a więc? -do pokoju wpadł roześmiany Zayn..
-Nie nic..-Odpowiedział Styles i wyszedł z pokoju..
-Co  mu jest?
-O to samo się pytam...
-No nic .. pójdziemy się przejść Kotku?
-Czemu nie...-Dziewczyna cmoknęła Mulata w policzek.
*W parku*
-Oj weeź wyluzuj !
-To nie takie łatwe...
-´Jak to nie? spójrz .-Powiedział i wziął dziewczynę na ręce  po czym zaczął  biec w nieokreślonym kierunku.Obkręcając się  doprowadził brunetkę do śmiechu po czym odstawił ją i powiedział by  go goniła ,na co dziewczyna zareagowała odwrotnie i zaczęła biec w przeciwnym kierunku. Po drodze ominęła starsza kobietę oczywiście Zayn jej nie zauważył i lekko trącił  ramieniem w biegu ,nawet tego nie poczuł ale kobieta tak.Goniła biedaka do końca parku wymachując torebka i wyzywając od niezdar. Chłopak próbował ja przeprosić, ale nie zamierzał stawać obawiając się poważnych szkód od pobicia torebka..Dziewczyna nie wyrabiała ze śmiechu obserwując wszystko z daleka.Chłopak w końcu do niej podbiegł
-A ty co? Ładnie to tak to ?
-Ale że co?- Ann udawała niewinną.Zrobiła ładne oczka i wpatrywała się nimi w Zayna.
-Oj przestań!-chłopak zamruczał cicho .Odległość między ich twarzami z minuty na minutę sie zmniejszała, lecz oczy nadal wpatrzone były w oczy drugiej osoby.Gdy ich usta prawię się stykały tą,jakże magiczną chwilę,przerwał dźwięk telefonu.
-Serio Zayn? Masz na dzwonek ustawioną swoją piosenkę ?
-Tak a co?-zapytał zadziornie a po chwili rozmawiał przez telefon.-Halloo?Dobrze ,zaraz będziemy.Spokojnie Hazza.Nic nam sie nie stanie.Dobra.Już skończyłeś? Dobra pa .
-Co jest?
-Za godzinkę ma przyjechać Lou z kimś specjalnym.Ale za cholerę nie wiem o kogo chodzi.
-To co idziemy?
-Idziemy
*** Francesca***
-Lou...Denerwuje się...
-Ej nie ma powodu ! Nie będziesz sama w tym domu...
-Ale jak to ?
-Zayn ma dziewczynę.
-Kto to ten Zayan ?
-Zayn .To jeden z członków zespołu.Jest jeszcze Harry, Liam i Niall.
-Aha spoko.a tak w ogóle.Kto jest wolny ?
-Wolny w jakim sensie? Wolny że wolno biega, czy wolny wolny w sensie że wolny?
-To drugie.
-Wszyscy oprócz Zaya.
- Mraał. Będę mogła się zabawić!
-Zabawić w jakim sensie? Zabawić ze zabawić czy zabawić że dokuczać?
-A to już niespodzianka.A tak wgl. Nie zdziwcie się jak mnie z rana w samej bieliźnie zobaczycie.Lubie mieć przewiew.
-Skąd ja to znam?
-Ale co?
-Zadziorna !
-Ale teraz o co ci chodzi?- zapytała zdezorientowana.
-O nic,o nic-Lou odpowiedział z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-No dzieciaki jesteśmy na miejscu !
-Oj Deryl nie jesteśmy tacy młodzi ! Lou ma 20 lat a ja 18 !!
-Serio masz 18? Wyglądasz na przynajmniej 20...
-Za dokładnie miesiąc będę mieć 19 .
-JA w grudniu dopiero 20 ale ciiii mam już 20 rocznikowo.-Dziewczyna zaśmiała się.
-Dobra dobra.Wyjazd bo będziemy tu siedzieć do świąt
-Do zobaczenia Deryl.
Louis jak na dżentelmena przystało otworzył jej drzwi i wyjął jej walizki z bagażnika.
-Dziękuje Louisie.
-Ależ nie ma za co Francesco.Panie przodem.
-Ależ nalegam !Pan jako gospodarz powinien iść pierwszy !
-Dobra!
-Oj i zepsułeś !-dziewczyna zanosiła się śmiechem.Dobry humor udzielił jej się od zawszę uśmiechniętego bruneta.
Francesca ubrana w czarne rurki ,szarą koszulkę i czarny długi sweterek ruszyła za Louisem do domu.Pod drzwiami zaczęły łapać ją wątpliwości.
-Louis zaczekaj, a jak...
-Francesco ,jesteś wspaniałą dziewczyną . Mówię to chociaż znamy się zaledwie kilka godzin wiem że jesteś kimś wyjątkowym i wyróżniającym się z tłumu.Nie martw się o konsekwencje tego co zrobisz. Idź przez życie z uśmiechem!
-Dziękuje.-Brunetka przytuliła chłopaka bardzo mocno przez co Brunet stracił równowagę i polecieli na zieloną trawę ,strącając przy tym marmurową fontannę dla ptaków.
-No ładnie ładnie .-W drzwiach stanął Mulat i oparł się zawadiacko o framugę- Louis ,nie wiesz ,że nie rzuca się na tak ładne damy?
-A ty nie pamiętasz że masz dziewczynę? -Mulat za sobą usłyszał lekki chichot.
-Co tu się dziej... O witam!-Do dwójki dalej leżących na ziemi podszedł wysoki chłopak,o niezwykle intensywnie zielonych oczach i burzą brunatnych loczków na głowie.-Harold jestem.Czy zechcę pani przyjąć moją pomocną dłoń? 
-Nie trzeba.Nie jestem aż taką paniusią ,sama sobie poradzę. Alę dziękuje za pomoc.-Francesca z lekkością podniosła się -hah nie ma co .Pierwsze wrażenie już mam za sobą-Dziewczyna podała rękę dalej leżącemu na trawie brunetowi.Chłopak złapał ją i z powrotem pociągnął na ziemię.Tym razem Brunetka wleciała w kałużę.
-Tak się bawimy? No chodź się teraz przytul!!
Reakcja brunetki zaskoczyła ich wszystkich.Nawet samego Louisa.Zaś Fanny, gdy patrzyli się na nią z osłupieniem powoli wygramoliła się z błota i szła wolnym krokiem w stronę Louisa.
-No choodźź ! Niee bój się ! JA się chce tylko przytulić!-dziewczyna zaśmiała się perliście , gdy Tomlinson gnał do domu.
-Hej ! Jestem Anabell. A ty ?
-Francesca .Jestem,tak mi się przynajmniej wydaje, córką nowego menagera chłopców.
-Chodź do środka ,osuszysz sie i przebierzesz.Chłopcy już zabrali twój bagaż.
-Miło z ich strony ale poradziłabym sobie sama.Najpierw muszę wyrównać rachunek z Louisem.Pomożesz mi?
-Z przyjemnością !-Ann zachichotała złowrogo.

niedziela, 21 października 2012

Harry #1 cz 1

Rudowłosa dziewczyna szła wąskimi uliczkami dziewiętnastowiecznego Londynu.Jej rude włosy wyróżniały się na tle pozbawionego barw miasta.Ubrana w długą,płową pelerynę i kapelusz nie zwracała na siebie zbytnio uwagi , pomimo rozpuszczonych włosów.Oprócz Peleryny miała na sobie długie brązowe spodnie ,wysokie wiązane buty na obcasie oraz białą koszulę ,na której pojawiły sie nieliczne zabrudzenia i rozdarcia.Przy pasku znajdował się nie odłączny pistolet.Dziewczyna zatrzymała się przed jakimiś drzwiami i cicho zapukała. 
-Czego ! A to ty panienko Shaw .(czyt Szoł -dop.aut.) Zapraszamy!
-Dziękuje Anderson.Moje miejsce jest wolne ?
-Tak,tak samo jak i izba.
Dziewczyna uśmiechnęła się nonszalancko i ruszyła powoli w stronę swojego stolika w kącie sali ,skąd miała dobry widok na całe pomieszczenie.Po chwili podszedł do niej kelner.
- Dawno panienki tu nie widziano.Myśleliśmy że panienka wyjechała.
-Nie nie wyjechałam.Miałam bardzo ważne sprawy na mieście .A jak tam żona Albercie?
-Coraz Lepiej.Nabrała kolorów i masy.
-Cieszę się.Ostatnio jak u niej byłam wyglądała niczym kostucha.Miło pomyśleć że dzieci nie muszą już chodzić po domach i żebrać o kawałek pieczywa 
-Tak.Taki wstyd że nie można utrzymać rodziny.To co zawsze?
-To co zawsze-Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.Po drugiej stronie pomieszczenia zapanował niemały chaos.Rudowłosa westchnęła ciężko ,stanęła na stolik i wystrzeliła bronią w sufit.
-Co jest!? To nie jarmark !! Uspokoić się a swoje sprawy załatwić na dworze !   -W barze zapanowała cisza.Po chwili rozmowy wróciły lecz już nieco cichsze.Po chwili przed nią pojawił się kufel ciepłego piwa.
-Grzeczne dziewczynki nie piją.Zresztą ,czy nie powinnaś byś o tej porze w domu panienko?
-Może ja nie jestem grzeczną dziewczynką.A tobie nic do tego.
-Czyżby?Szkoda by było takiej ładnej młodej damy.
Dziewczyna położyła ręce na blacie stołu i z głośnym piskiem odsunęła krzesło.Jednym,zgrabnym ruchem podeszła do nieznajomego.
-Za kogo ty się uważasz co ?
Rudowłosa stała teraz twarzą w twarz z nieznajomym o kręconych włosach.
-Wiem kim jesteś Panienko Shaw .Uważaj żeby nikt nie odpowiedni nie dowiedział się o twoim istnieniu.
-Nie masz prawa...
-Mam.Nie moja wina że mam na pieńku z pewnym łowcą wampirów.
-Styles nie odważysz się.
-Skąd .Znasz .Moje.Nazwisko?-brunet wysyczał przez zęby.
-Myślisz że jesteś anonimowy? Ojojoj.Radze ci ze mną nie zadzierać.
-Rozwarze twoją propozycję.A teraz żegnam ! Panno Shaw.-chłopak ukłonił się nisko.Dopiero teraz dziewczyna zauważyła że w okół nich zaległa ciężka cisza.
Przez resztę wieczoru Charlotte Shaw siedziała niczym zahipnotyzowana.Przed sobą miała niezwykle czarującą twarz bruneta ,a w głowię rozbrzmiewał niski ,czarujący głos.
Charlotte do cholery !! Jesteś wampirem ! Wampiry się nie zakochują !Nie zachowuj się jak jakaś ladacznica ! Jesteś z Angielskiej szlachty ! Nie zepsuj tego...
Dziewczyna podniosła się gwałtowni z miejsca i opuściła bar.Przeszła  kawałek ludzkim tempem a po chwili biegła przed siebie swoim naturalnym tempem , by po chwili wlecieć na tego samego niesamowitego wampira.


Co o tym sądzicie ? Nie jest to imagin ani jednopart tylko króciutkie opowiadanko. Za  jakiś czas pojawi się następna część .

niedziela, 14 października 2012

Rozdział 6


-Mamo jak Ci to powiedzieć ..poznaliśmy się spontanicznie ..
-W parku -Uśmiechnął się Zayn .
-Tak dokładnie to przy jeziorku...-Dziewczyna spojrzała rozmarzonym wzrokiem na Mulata.
-Ja siedziałem na zawalonym pniaku...
-A ja wkurzona ,kopałam wszystko po drodze -dziewczyna zachichotała .
- Potem zauważyła mnie i się speszyła-chłopak zaśmiał się na wspomnienie tego wydarzenia.
-Aham. -Kobiecie zabrakło słów..spojrzała na zegarek i w pośpiechu ucałowała córkę i pożegnała się z obojgiem .Opuściła szpital. 
-Widzisz ..nawet nie wiem z jakiego powodu tak szybko wyszła...
-Nie martw się tym teraz.-Wziął dziewczynę na ręce i ułożył delikatnie w łóżku .-Odpocznij.Będę przy tobie czuwał 
-Dziękuje,ale nie bd mi tu siedział wskakuj pod kołderkę .
Migusiem !! -odrzekła po czym podniosła kołdrę,Mulat wgramolił się na szpitalne łóżko poczym dziewczyna przytuliła się i zasnęli. Spali razem aż do samego rana. 
-Dzień dobry ....
Chłopak się przebudził i ujrzawszy Lekarza stanął na równe nogi jakby  popełnił zbrodnie..
-Dzień dobry -odpowiedziała dziewczyna przebudziwszy się.
-Jak się pani czyje.? 
-Dobrze.
-Wnioskuje że pani stan wrócił do normy ..zanim jednak pannę wypuścimy chcę przeprowadzić jeszcze badania.
-W porządku . -Dziewczyna uśmiechnęła się  nie znacznie. 
-A więc zapraszam. -Gdy Lekarz wypowiedział te słowa do dziewczyny podeszła pielęgniarka z zamiarem pomocy jej przy wstawaniu,co jednak to było niepotrzebne..Po badaniach Dziewczyna opuściła szpital z Zaynem. 
-Boże a czy z tobą nie było chłopaków...?
-Byli..ale nie zostali wpuszczeni poszedłem do nich i powiedziałem że mogą jechać do kompleksu. Byli zawiedzeni. 
-Zamówię taksówkę i wrócę do domu. 
-A czy nie powinnaś pojechać zemną i powiedzieć im że wszystko w porządku? -Dziewczyna oczekiwała jedynie na takie słowa..nie chciała wracać do domu ..
-Dziękuje-wyszeptała wsiadając do taksówki.
*Lauren*
-To śmieszne żebym musiał tu jeszcze czekać. 
-Chciałeś wiedzieć czy jestem twoją siostrą tak.? Więc się zamknij i czekaj. -Dziewczyna nawet na drugi dzień była zła,roztrzęsiona i sfrustrowana całą tą sprawą.A mimo to wyglądała niczym zły aniołek,w czerwonej sukience w czarne kropki,bez rękawów z czarnym kołnieżykiem, czarnymi Legginsami i glanami.Swoje włosy spięła w luźny kucyk na czubku głowy.
Po jakiś 30 min nareszcie dostali wyniki. 
-I co mówiłam.? -Blondyn rzucił kartkę i wyszedł  z pomieszczenia. Dziewczyna podniosła kartkę i ujrzała pozytywny wynik badań.
-Całe moje wcześniejsze życie było kłamstwem...-ledwo dosłyszalnie wymówiła te słowa ,po chwili jednak wybiegła z kliniki i ruszyła w kierunku okrzyków.Była przekonana że sprawcą takiej wrzawy jest Niall.
Podbiegła do zgromadzenia.
-Co jest kurwa!? Gwiazdy nie widzieliście !? Spierdalać mi  stąd  -W kilka minut rozproszyła całe zbiorowisko.
-Niall...
-Dziękuje.
-Ale za co?-zapytała zbita z tropu.-Mogę się dosiąść?
Chłopak zrobił miejsce dziewczynie na znak poparcia.
-Gdyby nie ty nie wiedziałbym co by się mogło stać.Przepraszam.
-Niall...Nie masz za co przepraszać.Jak myślisz jaka była moja reakcja jak moja "matka"-dziewczyna zrobiła cudzysłów w powietrzu - powiedziała mi oschłym tonem że nie jestem jej córką? Inne by się załamały a ja zaczęłam ją wyzywać.-dziewczyna zachichotała-Wiem jak się czujesz.Oszukany, zdradzony.
-Taak...To takie dziwne.Wychowywać się w przeświadczeniu że ma się tylko brata, a w wieku 18/19 lat dowiadujesz się że masz jeszcze siostrę ,a do tego bliźniaczkę.
-No ale wiesz.Zawsze siostrę można pytać o zdanie gdy nie wiesz co kupic dziewczynie na urodziny czy coś...
Chłopak roześmiał się radośnie,a po chwili przytulał się z blondynką.
-Wiesz.Przez całe życie czegoś mi brakowało.A teraz jak się do ciebie przytulam ,czuje że tego mi brakowało.Tego zrozumienia bijącego od drugiej osoby.Niby mam chłopaków z zespołu ale siostra to co innego.
-Ah, ta bliźniacza telepatia... Chciałam powiedzieć to samo tylko że zamiast zespołu była by Sam.
-A teraz chodź!
-Gzie mnie ciągniesz debilu !- dziewczyna zleciała z ławki pod wpływem siły ,z jaką chłopak pociągnął ją za rękę.
-No jak to gdzie!? Musimy to uczcić ! Idziemy do Nandos na porządny obiadek! No i musimy się przecież lepiej poznać!
Dziewczyna zaśmiała się i ruszyła za bratem.
***Francesca***
Brunetka przyglądała się zamętowi jaki powstał na pokładzie samolotu.Jej rodzice załatwili jej lot w pierwszej klasie .Dziewczyna miała udać się jako pierwsza do nowego domu.Jeszcze kilka godzin temu bawiła się z przyjaciółmi w najlepsze.Uśmiech sam wpełzł na jej twarz.Potem smutne,pełne łez pożegnanie. 
-Przepraszam.Można się dosiąść? Wszystkie miejsca już zajęte...- Rozmyślania dziewczyny przerwał wysoki brunet o niebieskich oczach,
-Nie tłumacz się tylko siadaj .-Francesca uśmiechnęła się.
-Nazywam się Louis Tomlinson A ty?
-Francesca Burnoni,ale znajomi mówią do mnie France albo Fanny.
-Co cię sprowadza do Anglii?
-Nowy dom.Nowe życie.We Francji zostawiam 4 moich najlepszych przyjaciół,moją ukochaną Wieżę Eiffela .
-To dlaczego się przeprowadzasz?
-Ojczulek dostał nową posadę.Mama też.A ciebie ?
-Co mnie?
-Co cię sprowadza do Anglii?
-Wracam od rodziny do przyjaciół i zespołu...
-Grasz?
-Śpiewam.
-Jaki gatunek ?
-Pop.Naprawdę mnie nie poznajesz? 
-A miałabym?
-Zespół One Direction...Kilka nagród...Dwie płyty...Kilka książek...Nic?
-Nic a nic..
-Uff .Jak to dobrze porozmawiać ze zwykłą dziewczyną.
Francesca przegadała z chłopakiem całą podróż samolotem.Dowiedziała się ,że za kilka dni chłopcy mają poznać ich nowego menagera i jego córkę.Przy odprawie pożegnali się bo w kierunku Brunetki szedł jakiś gość w garniturze.
-Panna Burnoni?
-Tak to ja.
-Witamy w Wielkiej Brytanii.Limuzyna już czeka.
- Eeee.Nie wiem co się dzieje ale dobra.
-Pański Ojciec jest teraz menagerem jednego z najsławniejszych boys bendów UK.Musimy jeszcze znaleźć jednego z członków tego zespołu i mogę panią odwieść do domu.A tak po za tym nazywam się Deryl i jestem pańskim ochroniarzem.
-Deryl nie mów do mnie per pani bo jestem od ciebie młodsza.Nazywam się Francesca .
-Masz kluczę od domu?
-Niestety ojciec nie dał mi ich.Widocznie zapomniał.-Dziewczyna wzruszyła ramionami.
Deryl był od niej wyższy o niecałe półtora metra.Dziewczyna wyglądała przy nim jak jakiś karzełek. Mogła się poczuć jak jakaś międzynarodowa sława. Deryl opisał jej chłopaka którego szukają.Wysoki,brązowe włosy,niebieskie oczy,zazwyczaj nosi kolorowe rurki i bluzki w paski.Po chwili Chłopak zauważywszy Ochroniarza podszedł i przywitał się z olbrzymem.
-No no ! Widzę ,że znowu się spotykamy .-chłopak rozpromienił się na widok znajomej.
-Nie długo kazali nam czekać na spotkanie. 
-Zaraz zaraz.To wy się znacie?-Deryl zrobił zdziwioną minę,przy czym wyglądał dość komicznie.
-Tak,znamy się.Siedziałam  z nim w samolocie.
-A więc to ty jesteś córką naszego nowego menagera!Lepiej być nie mogło .-chłopak wyszczerzył się.
-Z takim biegiem zdarzeń Francesca będzie musiała zamieszkać przez jakiś czas z wami.Jej ojciec zapomniał dać jej kluczy!
-Spoko! Chłopaki się ucieszą bo dziewczyna nie będzie wariować i krzyczeć.
-Dobra młodzieży wsiadać! Bo nie dojedziemy do waszego domu przed zmrokiem !!

czwartek, 27 września 2012

Rozdział 5

-Fan? Pozwolisz na chwilę?
-Ok .Co się stało mój rycerzyku.-Brunetka uśmiechnęła się zabójczo.
-Dobra.Albo teraz ,albo nigdy- chłopak odetchnął głęboko.-Dobra.Znamy się nie od dziś,więc wiemy osobie prawie wszystko.Zawsze imponowałaś mi swoją spontanicznością.Nie byłaś tak jak inne dziewczyny.Ty różniłaś sie od nich pod wieloma względami.Nie chodzi mi oto że byłaś jak odludek.Wręcz przeciwnie!Gdy cię widziałem na moje usta wkraczał uśmiech.Nawet nie wiesz jaką dumę czułem gdy mnie w czymś wyróżniłaś, pochwaliłaś.Pamiętasz jak kiedyś w 3 klasie wszyscy się zemnie nabijali bo miałem dołeczki w policzkach?Ty podeszłaś wtedy i przytuliłaś mnie mówiąc przy tym ,żebym się nie martwił bo dołeczki są słodkie.Wtedy gdy twoje ramiona objęły mnie w pasie mnie od środka przepełniały tak zwane motylki.Myślę że teraz wiesz co chcę powiedzieć.Frans...Chce żebyś wiedziała ...Francesco Elizabeth Burnoni.Kocham się w tobie od dzieciństwa.Czy zechciałabyś...
-Terry,skarbie.NA początku były tam jakieś motylki bo ktoś cie doceniał.Ale z wiekiem to się ulotniło.-chłopak smętnie opuścił głowę.Dziewczyna jednym ruchem delikatnie podniosła jego twarz tak,aby spojrzeć mu w oczy-Ej ,nie smutaj.Prędzej czy później i tak nam by nie wyszło.Za bardzo ciebie kocham jak brata.Jesteś dla mnie ważny ale nie w tym sensie.Zrozum.
-Frans.Czy mógłbym?...Ten jeden...jedyny raz?
-Proszę...
Chłopak delikatnie przyłożył swoje wargi do jej ust.Przez chwilę rozkoszował się chwilą ,iż jest tak blisko dziewczyny.Nie czekając dłużej wpił się w usta brunetki .Chłopak chciał nasycić się tą chwilą.Delikatnie poznawał jej usta.Spodziewał się oszałamiającego uczucia szczęścia,bezgranicznej radości.Lecz nic takiego się nie pojawiło.Zauważył ,że pocałunek ,który miał być jednym z najlepszych doświadczeń w jego zyciu stał się zwykłym pocałunkiem.Zdał obie sprawę że był w zauroczeniu.Nigdy nie czół do swojej przyjaciółki czegoś ,co niektórzy zakochani nazywają miłością.Czół jakby w tej chwili kogoś zdradzał.Dziewczyna odepchnęła go jednym lekkim,ale stanowczym ruchem.
-Terry, jesteś świetnym facetem,a do tego bardzo przystojnym.Byłeś do tego stopnia mną zauroczony, że nawet nie za uwarzyłeś jak jedna dziewczyna cały czas cie obserwuje.
-Ale że kto?
-Serio ? Nie zauważyłeś jak Camilie się z tobą droczy? Przecież to było tak widać...
-Ty mówisz serio ?
-Sorry miałam nikomu nie mówić,ale no wiesz..
-Spoko nie powiem jej że wiem to od ciebie .W ogóle nie powiem jej żę wiem !
-Leć do mojej Blondyneczki !-Dziewczyna zaśmiała się perliście gdy chłopak dosiadał się do blondynki.
***Lauren***
Blondynka zdenerwowana wbiegła do domu.Jej "matka" siedziała w salonie przy włączonym telewizorze.Akurat ,na złość losowi, leciała jakaś latynoska telenowela gdzie dziewczyna dowiaduje się że nie jest tym za kogo się uważała a jej bratem jest sławny aktor.Dziewczyna zawyła ze złości.
-Lauren,dziecko co się stało?-Starsza kobieta zauważyła czarne ślady po tuszu .
-Co się stało? Ty się pytasz co się stało?! Jednego dnia CAŁE moje dotychczasowe życie legło w gruzach,a ty się pytasz co się stało?Otóż powiem ci,proszę bardzo.Z samego rana dowiadujesz się ,że jesteś siostrą znanego gwiazdora,twoja ,jak myślałaś kiedyś,mama mówi ci że nie jesteś jej córką w tak oziębły sposób ,mało tego,twój brat wyskakuje na ciebie z krzykiem że nie jesteś jego siostrą i że próbujesz od niego wyłudzić kasę,a co gorsza jesteś napaloną fanką która chce go zgwałcić na każdym kroku,ucieka z wrzaskiem do pobliskiego lasku,szukasz go przez godzinę a ten na ciebie znowu zaskakuje .Tak więc oto cała historia.A teraz odczepisz się ode mnie czy nie ?!-Lauren prawie wysyczała cały swój monolog przez ściśnięte zęby,po czym odwróciła się i ruszyła w stronę swojego pokoju zostawiając zdezorientowaną ,przyszywaną matkę w kuchni.
Była tak nieziemsko wkurzona ,że zapomniała o swojej najlepszej przyjaciółce.Mozolnym krokiem weszła do swojego pokoiku i zamknąwszy drzwi na klucz usiadła na łóżku i zaczęła płakać.Dlaczego?Głównym powodem była bezsilność ,gniew oraz  smutek.Te emocje ,których brakowało wciągu dnia,dały się wy znaki w tym momencie.Dziewczyna otarła brudne oczy o rękaw bluzki i zasiadła przed komputerem.
"Nowa dziewczyna Horana?Ma już poparcie u mamy !" "Dlaczego Niall Horan ukrywał swoją dziewczynę?" "Kim jest tajemnicza blondynka,która pojawiła się w domu państwa Horan?"  "Niall Horan ucieka ze łzami w oczach z własnego domu.Co się stało?" "Tajemnicza Blond Piękność w domu Gwiazdy Pop" "Blondynka która zjawiła się w domu członka zespołu One Direction z rozmazanym makijażem.Czyżby  płakała?" 
Dziewczyna zawyła z gniewu poraz drugi dzisiejszego dnia.Jak oni śmią !Nie jestem jego dziewczyną!
"Nasze źródła donoszą ,że owa Blondynka jest jedną z fanek zespołu .JAk widać na zdjęciach Mama Irlandzkiej gwiazdy ma bardzo dobre stosunki z Dziewczyną.
" Podczas gdy ta dziewczyna była u nich w domu słychać było bardzo głośnie krzyki m.in." To nie może być prawda" : Przecież nie była w ciąży!" wiec coś musiało być na rzeczy" -donosi nam sąsiadka 
Po kilku minutowej wrzawie w domu państwa Horan ,najmłodszy domownik wybiegł z domu w kierunku blisko rosnącego lasku.Jak donoszą świadkowie chłopak miał w oczach łzy.Chwilę po nim z domu wybiegła Owa blondynka.Nie wiemy co robili w tym lesie[...]"
Przecież to nie prawda ! Jak to możliwe! Nie wierzę że brukowce są w stanie tak kłamać...
[...]"Po niecałych 2 godzinach dziewczyna wybiegła z płaczem z owego lasku.
Jak sądzicie? Czy myślicie tak jak my,że dziewczyna spodziewa się dziecka, a gwiazda pop'u nie przyjęła go jako swoje  ? Czy to tylko zwykłe  hipotezy a dziewczyna jest jakąś starą znajomą? Zdanie pozostawiamy wam "
 Dziewczyna siedziała załamana na łóżku.Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić.Męczącą ciszę przerwał głos telefonu.
-Sam? Czy widziałaś ...?
-Kochanie,bez znaczenia co napiszą w gazetach ja zawszę się będę z tobą kumplować! Bez względu na wszystko!
-Sam...ja cie przepraszam że cię zostawiłam tam samą...
-Oj daj spookuj ,Maura...To jest, twoja prawdziwa mama jest bardzo miłą kobieta! Nawet nie wiesz jak cieszyła się że w końcu wróciłaś!
Ruda roześmiała się perliście.Naglę ,pośród śmiechów rozległo się pukanie.
-Dobra ,kochana ja kończę bo ktoś się tu do mnie dobija.Papa !
Blond-włosa otworzyła drzwi.
-Lauren.Ja cię przepraszam.Czytałaś już...?
***Annabell***
Dziewczyna spędziła noc w szpitalu.Wszyscy z niecierpliwością czekali na odpowiedź co było przyczyną że dziewczyna była cała we krwi.Z pomieszczenia obok wyszedł mężczyzna w białym fartuchu.
-Czy jesteście jej rodziną? 
-Nie.-Zayn ze zmieszaniem dodał-Ale ja jestem ej chłopakiem.
-Proszę powiadomić rodziców dziewczyny -lekarz z zdenerwowaniem wypowiedział te słowa gdyż oczekiwał że oni już będą.-A więc zapraszam pana.
Lekko pchnąwszy stojącego nie ruchomo Zayna wprowadził go do pokoju gdzie leżała dziewczyna.
-Najwyraźniej -zaczął tłumaczyć przechodząc obok pustych łóżek stojących równolegle.-Dziewczyna musiała zemdleć i niefortunnym trafem uderzyła głową o kant brodzika przez co rozścieła sobie głowę. To nic powarzonego jedynie tak wyglądało.-kiedy to wypowiedział to uśmiechnął się ,pokazał łóżko z leżącą na nim brunetką i się oddalił.
Dziewczyna ujrzawszy Zayna promieniała szczeście.
-Zayn jak tu wszedłeś.?
-A co ? Mam już pójść?-żócił zgryźliwie
-Nie !! Zostań ! Ale nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie.
-Po prostu powiedziałem im  że jestem twoim chłopakiem.-mówiąc to usiadł koło An.-Jak się czujesz?-przeczesał jej rękom włosy i próbował nie uronić łez. 
-W porządku. Ale wiesz było  lepiej.-uśmiechnęła się i wtuliła w Zayn'a.
Siedzieli tak przez jakiś czas puki do pokoju z hukiem nie wpadli jej rodzice. 
-BOŻE DZIECKO KOCHANE, CO SIĘ STAŁO.?!
-Kim jest ten chłopak? -Ojciec był bardziej przejęty tym że jakiś chłopak jest w pomieszczeniu niż tym że jego córka znajduje się w szpitalu...-PRZECIEŻ JESTEŚ Z MARTINEM?!
-Po pierwsze mamusiu zemdlałam i rozcięłam sobie głowę-to mówiąc lekko dotknęła szwów na głowie- i witaj tatku czuje się o niebo lepiej .!-Te słowa dziewczyna wysyczała ze złości .
-O jejku...ale jak to się stało.?-Matka uderzywszy Ojca podeszła do dziewczyny.
-Poszłam do łazienki  i nagle jakoś tak ciemno mi się zrobiło przed oczami a dalej to nie wiem obudziłam się tu.
-Ale dobrze że chociaż tylko tyle z tego wynikło.-kobieta uśmiechnęła się i pocałowała córkę w czoło.
-Więc kim on jest.?
-Sam potrafię się przedstawić.! -Zayn był już podminowany zachowaniem  Ojca Anabell.-Nazywam się Zayn Malik i jako jej przyjaciel zachowam się teraz poprawnie i opuszczę to pomieszczenie i nie wyrażę swej myśli na pana temat. -Odwrócił się pocałował dziewczynę w policzek i wyszedł z pokoju ..prawie..
-Czekaj.! -Dziewczyna wstała z łóżka chodź wiedziała że nie powinna..-Ty nie wyjdziesz stąd.! On ma wyjść. 
-Że ja? -ojciec był zdziwiony .
-Tak . Nie będziesz obrażał ani mnie ani mego przyjaciela gdy tylko on mi pomógł .! Nic o mnie nie wiesz, a masz czelność mnie pouczać.! Nie chcę cię tu widzieć!! -łzy ciekły po jej twarzy grubymi strumieniami.-nigdy się mną nie przejmowałeś więc nie piernicz mi tu teraz i nie pokazuj jaki kozak z ciebie .! DOWIDZENIA !! -Wskazała mu drzwi a on posłusznie wyszedł.
-Córeczko wiesz że tak nie można ..on jest twoim ojcem...
-A ty moją mamą. Wiem to, ale nie tatą , nigdy nim nie był. Przepraszam.-Powiedziawszy przytuliła się do mamy która rozumiała swą córkę bo sama nie mogła nazwać go mężem. Nigdy nim nie był zawsze zostawiał ich w ciężkich sytuacjach i wyjeżdżał nikomu nic nie mówiąc same musiały sobie radzić .Matka postanowiła przejąć inicjatywę.
-A wy..? Jak się poznaliście? 



























czwartek, 20 września 2012

Rozdział 4.

Szli  aż dotarli do wielkiego pustego ogrodu na którym stał domek przyjaciółki Fanny. 
-Co my tu robimy.? -Brunetka była zdziwiona ponieważ oczekiwała czegoś zdecydowanie innego .Blondynka pchnęła ja lekko do przodu by weszła do ogrodu. Francesca z lękiem wchodziła głębiej w ogród i co chwila odwracała się by ujrzeć czy jej przyjaciele są z nią .Byli ciągle ,lecz gdy dziewczyna stanęła koło domku rozległ się cichutki odgłos grającej muzyki .Odwróciwszy się nie ujrzała już 2 przyjaciół Ich miejsce zajmowała spora grupka osób ,z którymi panna Burnoni znała,niezależnie od tego jak długo. Którzy równocześnie krzyknęli "NIESPODZIANKA" .Fanny z zachwytu i wszystkich tłumionych i narastających emocji ujrzała na swym policzku spływającą łzę .
-Nie musieliście ! Naprawdę.
- Fanny Kochanie moje ty.Myślisz że pozwolilibyśmy byś odeszła bez pożegnania?- Trishia miała łzy w swoich czarnych oczach.
-Za kogo ty nas masz? Za bezduszne potwory?-Ines także nie kryła wzruszenia.
-Dziewczyny.. Ja ...Naprawdę nie trzeba było... Naprawdę...Dziękuje ! -Dziewczyna wpadła w ramiona rudowłosej (Ines przyp.od.autorek)-Jesteście niesamowite !!
-Kochanie nie płacz już bo zaraz i ja się rozkleję-Camille zaśmiała się płaczliwym tonem.
-EJ ! A ja to co ? Też zrobiłem tu całkiem dużo !
-Oj Terry Terry...-brunetka wtuliła się w chłopaka.-Oj Terry ,ty nasz mały rodzynku !
-Ja mały?! I czy wyglądam jak jakaś pomarszczona,stara baba?!
Dziewczyny zaśmiały się radośnie.
-Ej ale ja ...Ja jestem tak ubrana... W ogóle tu nie pasuje !
-Oto się nie martw nasza gwiazdeczko.-Ines znikła na chwilę w czeluściach jej wielkiego domu.Po chwili pojawiła się z trzema pudełkami. -Proszę ! Nasza gwiazdeczka musi dzisiaj lśnić !
Francuzka przez moment zastanawiała się gdzie położyć pudełka .Po chwili odłożyła je na pobliską sofę i z jednego z nich wyciągnęła prostą białą sukienkę przed kolana na krótki rękaw. W kolejnym pudle były śliczne czarno-białe szpilki ,a w następnym torebka ,kolczyki i łańcuszek.
*U Lauren*
-Czy to ty Lauren.?
-Cześć mamo. -dziewczyna uśmiechnęła się lecz nagle do drzwi podbiegł Niall .
-Mamo kto to.?
-Niall to Lauren twoja bliźniacza siostra .-kobieta uśmiechnęła się i uroniła kilka łez lecz zachowanie syna wyrwało ją z tutejszej sytuacji.
-Mamo czy ty jej naprawdę wierzysz? Pewnie to jakaś napalona fanka!Ja nie mogę mieć siostry!! Przecież nie byłaś w ciąży! -chłopak był rozkojarzony i najwyraźniej zbulwersowany .
-Niall uspokój się.!
-NIE .!!!TO NIE MOJA SIOSTRA!! JAK MOŻESZ JEJ WIERZYĆ!!!! -chłopak wybiegł z domu popychając przy tym stojące jak słupy dziewczyny .
-Niall czekaj... -Lauren pobiegła za chłopakiem w głąb ogromnego lasku .
Niewiele myśląc  Zdała się na swoją intuicję.Ruszyła pędem przed siebie.Wiedziała gdzie iść.Czuła to całym swoim ciałem.Czuła to ,tak po prostu.Przed jej oczami ukazał się wspaniały krajobraz.Małe ,intensywnie niebieskie jeziorko otoczone świerkami i sosnami o różnych wielkościach.Na zwalonym pniu porośniętym mchem siedział blond włosy chłopak.
-Niall...?
-Wiesz co? Dziwie się swojej matce że uwierzyła takiej sztucznej dziewczynie.Nie wierze że jesteś moją siostrą.Nie wierze w to rozumiesz?! -Ostatnie zdanie chłopak prawie wykrzyczał.-Mnie tak łatwo nie omamisz.Nie jestem łatwym typkiem
Dziewczyna zauważyła w jego oczach niebezpieczne ogniki.
-Niall.Ale ja nie chce cie omamiać.Myślisz ,że mi zależy tylko na twojej kasie i sławie? Jak chcesz to możemy zrobić badania krwi.Proszę bardzo.Mam to szczerze mówiąc  głęboko w dupie.JA chce po prostu znowu mieć brata tak jak w tedy gdy miałam 5 lat.Nie pamiętasz?Przypomnij sobie domek na drzewie który stoi obok twojego domu.Z kim się tam bawiłeś? Nie pamiętasz małej dziewczynki o odcieniu włosów prawie identycznym jak twoje*? A oczy? Czy ty nie widzisz że Ja ,Ty i Nasza Matka mamy takie s...
-Ona nie jest twoją matką! Ona urodziła tylko mnie i Grega !-Łzy trysnęły z oczu blondynki.
-Niall Do jasnej cholery ! Jutro idziemy do kliniki i robimy badania!
*U Anabell*
W końcu w każdy zakątek pokoju dotarły promienie lamp stojących praktycznie wszędzie.
-Anabell nic ci nie jest.?-chłopcy weszli głębiej ,a dziewczyna otworzyła oczy i ujrzała klęczącego przy niej Zayn'a . Otarła łzy i odpowiedziawszy iż nie ,ujrzała Harrego który trzymał się za chłopakami .
-Co się stało.?-Zayn zaczął wypytywać jeszcze w szoku dziewczynę która na myśl jej koszmaru z powrotem się rozpłakała .
-Chłopcy zostawicie nas.? -Zayn próbował  załagodzić sytuację .Siedział przy brunetce która była wtulona w niego całą noc. Zastanawiał się jedynie jak mógłby jej pomóc co zrobić ale nie miał rozwiązana takiego by pozbyć się jej rodziców ..bo dobrze wiedział że An nie chce ich w to wplątywać...Nad ranem zasnął.
-Anabell...?-Zayn przetarłszy oczy ujrzał iż leży sam.-ANABELL?
Chłopak obudził cały kompleks i wspólnymi siłami szukali dziewczyny...Nagle z innego pokoju wydobył się przeszywający ciszę krzyk Harrego który wywołał u nich dreszcze i gęsią skórkę. Wbiegłszy do pokoju stali zamurowani.. Jedynie Gosposia która była na rannej zmianie przedrążywszy się przez zamurowanych chłopaków zadzwoniła po karetkę. 
* W naszym opowiadaniu Niall ma blond włosy od dziecka.