Rudowłosa dziewczyna szła wąskimi uliczkami dziewiętnastowiecznego Londynu.Jej rude włosy wyróżniały się na tle pozbawionego barw miasta.Ubrana w długą,płową pelerynę i kapelusz nie zwracała na siebie zbytnio uwagi , pomimo rozpuszczonych włosów.Oprócz Peleryny miała na sobie długie brązowe spodnie ,wysokie wiązane buty na obcasie oraz białą koszulę ,na której pojawiły sie nieliczne zabrudzenia i rozdarcia.Przy pasku znajdował się nie odłączny pistolet.Dziewczyna zatrzymała się przed jakimiś drzwiami i cicho zapukała.
-Czego ! A to ty panienko Shaw .(czyt Szoł -dop.aut.) Zapraszamy!
-Dziękuje Anderson.Moje miejsce jest wolne ?
-Tak,tak samo jak i izba.
Dziewczyna uśmiechnęła się nonszalancko i ruszyła powoli w stronę swojego stolika w kącie sali ,skąd miała dobry widok na całe pomieszczenie.Po chwili podszedł do niej kelner.
- Dawno panienki tu nie widziano.Myśleliśmy że panienka wyjechała.
-Nie nie wyjechałam.Miałam bardzo ważne sprawy na mieście .A jak tam żona Albercie?
-Coraz Lepiej.Nabrała kolorów i masy.
-Cieszę się.Ostatnio jak u niej byłam wyglądała niczym kostucha.Miło pomyśleć że dzieci nie muszą już chodzić po domach i żebrać o kawałek pieczywa
-Tak.Taki wstyd że nie można utrzymać rodziny.To co zawsze?
-To co zawsze-Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.Po drugiej stronie pomieszczenia zapanował niemały chaos.Rudowłosa westchnęła ciężko ,stanęła na stolik i wystrzeliła bronią w sufit.
-Co jest!? To nie jarmark !! Uspokoić się a swoje sprawy załatwić na dworze ! -W barze zapanowała cisza.Po chwili rozmowy wróciły lecz już nieco cichsze.Po chwili przed nią pojawił się kufel ciepłego piwa.
-Grzeczne dziewczynki nie piją.Zresztą ,czy nie powinnaś byś o tej porze w domu panienko?
-Może ja nie jestem grzeczną dziewczynką.A tobie nic do tego.
-Czyżby?Szkoda by było takiej ładnej młodej damy.
Dziewczyna położyła ręce na blacie stołu i z głośnym piskiem odsunęła krzesło.Jednym,zgrabnym ruchem podeszła do nieznajomego.
-Za kogo ty się uważasz co ?
Rudowłosa stała teraz twarzą w twarz z nieznajomym o kręconych włosach.
-Wiem kim jesteś Panienko Shaw .Uważaj żeby nikt nie odpowiedni nie dowiedział się o twoim istnieniu.
-Nie masz prawa...
-Mam.Nie moja wina że mam na pieńku z pewnym łowcą wampirów.
-Styles nie odważysz się.
-Skąd .Znasz .Moje.Nazwisko?-brunet wysyczał przez zęby.
-Myślisz że jesteś anonimowy? Ojojoj.Radze ci ze mną nie zadzierać.
-Rozwarze twoją propozycję.A teraz żegnam ! Panno Shaw.-chłopak ukłonił się nisko.Dopiero teraz dziewczyna zauważyła że w okół nich zaległa ciężka cisza.
Przez resztę wieczoru Charlotte Shaw siedziała niczym zahipnotyzowana.Przed sobą miała niezwykle czarującą twarz bruneta ,a w głowię rozbrzmiewał niski ,czarujący głos.
Charlotte do cholery !! Jesteś wampirem ! Wampiry się nie zakochują !Nie zachowuj się jak jakaś ladacznica ! Jesteś z Angielskiej szlachty ! Nie zepsuj tego...
Dziewczyna podniosła się gwałtowni z miejsca i opuściła bar.Przeszła kawałek ludzkim tempem a po chwili biegła przed siebie swoim naturalnym tempem , by po chwili wlecieć na tego samego niesamowitego wampira.
Co o tym sądzicie ? Nie jest to imagin ani jednopart tylko króciutkie opowiadanko. Za jakiś czas pojawi się następna część .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz