środa, 7 listopada 2012

Rozdział 7

-Ale serio?
-Naprawdę ! Przywaliłam jej prosto w tego wypudrowanego noska!
-Lauren .Jesteś moją Mentorką!
-Oj weź przestań,bo się rumienie.
-Musisz koniecznie poznać chłopaków!
-Co?Ale... Jak się im nie spodoba? To znaczy...Jak mnie nie polubią?
-Oj przestań siostra!Jesteś zajebistą laską, masz poczucie humoru ,jesteś ładna,zgrabna ,nie przypominasz żadnego z tych że tak powiem pustych blondynek...
-A ty nie masz za grosz kultury.-dziewczyna zachichotała.-Nie wiesz że nie mówi się z pełną buzią?
-A ty nie wiesz ,że wiesz że cie polubią.
-Czyli co? Rolę się odwróciły? Teraz ty mówisz mi jaka jestem a ja się rumienie?
-Ej! Ja się wcale nie rumieniłem wtedy!
-Mniejsza z tym.-Dziewczyna zawołała kelnera- Czy mogę prosić o jeszcze 2 kubełki kurczaka?
-No! Teraz zaczynam wierzyć że jesteś moją siostrą!No wiesz.Jemy tyle samo,jesteśmy blondynami ,mamy podobny śmiech i poczucie humoru no i wiesz jesteś ładna jak na Horanów przystało.
-Ale są rzeczy które nas różnią.
-Jakie?
-Ty nie masz kultury ,jesteś sławny i masz czwórkę najlepszych przyjaciół ,a ja byłam szarą myszką od podstawówki,lubię stare zespoły i nienawidzę szpilek.
-A myślisz że ja je kocham?
-No fakt to był zły przykład.
-Dobra jemy te skrzydełka i ruszamy do ciebie do domu.-widząc pytające spojrzenie siostry rzucił- przeprowadzasz się do Londynu.
-Że niby jak?!
***Anabell***
-Hejka wszystkim.
-ANABELL:! -dwójka  małpek rzuciła sie na dziewczynę z bananami na twarzy.
-Dobra,dobra chłopaki ona dopiero co wyszła ze szpitala...-Zayn sie uśmiechnął
-Przestań przecież zemną  wszystko w porządku..-na te słowa chłopaki przytulili się z powrotem do dziewczyny.
-A tak w ogóle gdzie Lou ?
-Musiał pojechać do Paryża z jakąś "ważną" sprawą.
-Dziwne ...
*godzinę później*
Dziewczyna siedziała sama w pokoju Zayna,Chłopcy dali jej odpocząć. Siedziała przez godzinę na łózko nie wiedząc co ze sobą zrobić .Do pokoju,zresztą jak zawsze, z rozmachem wpadł Hazza:
-Hej-wchodząc zamknął  drzwi  za sobą i usiadł kolo dziewczyny..
-Hey Hazuś-dziewczyna uśmiechnęła się i przytuliła do chłopaka w momencie gdy usiadł.
-Wszystko w porządku?
-Tak..
-Ciesze się.-chłopak jednak nie ujął tego entuzjastycznie..
-Widzę ze przyszedłeś tu w innej sprawie..
-Owszem..
-A więc?
-Co a więc? -do pokoju wpadł roześmiany Zayn..
-Nie nic..-Odpowiedział Styles i wyszedł z pokoju..
-Co  mu jest?
-O to samo się pytam...
-No nic .. pójdziemy się przejść Kotku?
-Czemu nie...-Dziewczyna cmoknęła Mulata w policzek.
*W parku*
-Oj weeź wyluzuj !
-To nie takie łatwe...
-´Jak to nie? spójrz .-Powiedział i wziął dziewczynę na ręce  po czym zaczął  biec w nieokreślonym kierunku.Obkręcając się  doprowadził brunetkę do śmiechu po czym odstawił ją i powiedział by  go goniła ,na co dziewczyna zareagowała odwrotnie i zaczęła biec w przeciwnym kierunku. Po drodze ominęła starsza kobietę oczywiście Zayn jej nie zauważył i lekko trącił  ramieniem w biegu ,nawet tego nie poczuł ale kobieta tak.Goniła biedaka do końca parku wymachując torebka i wyzywając od niezdar. Chłopak próbował ja przeprosić, ale nie zamierzał stawać obawiając się poważnych szkód od pobicia torebka..Dziewczyna nie wyrabiała ze śmiechu obserwując wszystko z daleka.Chłopak w końcu do niej podbiegł
-A ty co? Ładnie to tak to ?
-Ale że co?- Ann udawała niewinną.Zrobiła ładne oczka i wpatrywała się nimi w Zayna.
-Oj przestań!-chłopak zamruczał cicho .Odległość między ich twarzami z minuty na minutę sie zmniejszała, lecz oczy nadal wpatrzone były w oczy drugiej osoby.Gdy ich usta prawię się stykały tą,jakże magiczną chwilę,przerwał dźwięk telefonu.
-Serio Zayn? Masz na dzwonek ustawioną swoją piosenkę ?
-Tak a co?-zapytał zadziornie a po chwili rozmawiał przez telefon.-Halloo?Dobrze ,zaraz będziemy.Spokojnie Hazza.Nic nam sie nie stanie.Dobra.Już skończyłeś? Dobra pa .
-Co jest?
-Za godzinkę ma przyjechać Lou z kimś specjalnym.Ale za cholerę nie wiem o kogo chodzi.
-To co idziemy?
-Idziemy
*** Francesca***
-Lou...Denerwuje się...
-Ej nie ma powodu ! Nie będziesz sama w tym domu...
-Ale jak to ?
-Zayn ma dziewczynę.
-Kto to ten Zayan ?
-Zayn .To jeden z członków zespołu.Jest jeszcze Harry, Liam i Niall.
-Aha spoko.a tak w ogóle.Kto jest wolny ?
-Wolny w jakim sensie? Wolny że wolno biega, czy wolny wolny w sensie że wolny?
-To drugie.
-Wszyscy oprócz Zaya.
- Mraał. Będę mogła się zabawić!
-Zabawić w jakim sensie? Zabawić ze zabawić czy zabawić że dokuczać?
-A to już niespodzianka.A tak wgl. Nie zdziwcie się jak mnie z rana w samej bieliźnie zobaczycie.Lubie mieć przewiew.
-Skąd ja to znam?
-Ale co?
-Zadziorna !
-Ale teraz o co ci chodzi?- zapytała zdezorientowana.
-O nic,o nic-Lou odpowiedział z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-No dzieciaki jesteśmy na miejscu !
-Oj Deryl nie jesteśmy tacy młodzi ! Lou ma 20 lat a ja 18 !!
-Serio masz 18? Wyglądasz na przynajmniej 20...
-Za dokładnie miesiąc będę mieć 19 .
-JA w grudniu dopiero 20 ale ciiii mam już 20 rocznikowo.-Dziewczyna zaśmiała się.
-Dobra dobra.Wyjazd bo będziemy tu siedzieć do świąt
-Do zobaczenia Deryl.
Louis jak na dżentelmena przystało otworzył jej drzwi i wyjął jej walizki z bagażnika.
-Dziękuje Louisie.
-Ależ nie ma za co Francesco.Panie przodem.
-Ależ nalegam !Pan jako gospodarz powinien iść pierwszy !
-Dobra!
-Oj i zepsułeś !-dziewczyna zanosiła się śmiechem.Dobry humor udzielił jej się od zawszę uśmiechniętego bruneta.
Francesca ubrana w czarne rurki ,szarą koszulkę i czarny długi sweterek ruszyła za Louisem do domu.Pod drzwiami zaczęły łapać ją wątpliwości.
-Louis zaczekaj, a jak...
-Francesco ,jesteś wspaniałą dziewczyną . Mówię to chociaż znamy się zaledwie kilka godzin wiem że jesteś kimś wyjątkowym i wyróżniającym się z tłumu.Nie martw się o konsekwencje tego co zrobisz. Idź przez życie z uśmiechem!
-Dziękuje.-Brunetka przytuliła chłopaka bardzo mocno przez co Brunet stracił równowagę i polecieli na zieloną trawę ,strącając przy tym marmurową fontannę dla ptaków.
-No ładnie ładnie .-W drzwiach stanął Mulat i oparł się zawadiacko o framugę- Louis ,nie wiesz ,że nie rzuca się na tak ładne damy?
-A ty nie pamiętasz że masz dziewczynę? -Mulat za sobą usłyszał lekki chichot.
-Co tu się dziej... O witam!-Do dwójki dalej leżących na ziemi podszedł wysoki chłopak,o niezwykle intensywnie zielonych oczach i burzą brunatnych loczków na głowie.-Harold jestem.Czy zechcę pani przyjąć moją pomocną dłoń? 
-Nie trzeba.Nie jestem aż taką paniusią ,sama sobie poradzę. Alę dziękuje za pomoc.-Francesca z lekkością podniosła się -hah nie ma co .Pierwsze wrażenie już mam za sobą-Dziewczyna podała rękę dalej leżącemu na trawie brunetowi.Chłopak złapał ją i z powrotem pociągnął na ziemię.Tym razem Brunetka wleciała w kałużę.
-Tak się bawimy? No chodź się teraz przytul!!
Reakcja brunetki zaskoczyła ich wszystkich.Nawet samego Louisa.Zaś Fanny, gdy patrzyli się na nią z osłupieniem powoli wygramoliła się z błota i szła wolnym krokiem w stronę Louisa.
-No choodźź ! Niee bój się ! JA się chce tylko przytulić!-dziewczyna zaśmiała się perliście , gdy Tomlinson gnał do domu.
-Hej ! Jestem Anabell. A ty ?
-Francesca .Jestem,tak mi się przynajmniej wydaje, córką nowego menagera chłopców.
-Chodź do środka ,osuszysz sie i przebierzesz.Chłopcy już zabrali twój bagaż.
-Miło z ich strony ale poradziłabym sobie sama.Najpierw muszę wyrównać rachunek z Louisem.Pomożesz mi?
-Z przyjemnością !-Ann zachichotała złowrogo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz