Brunetka została na noc w Kompleksie chłopaków. Zayn odstąpił jej swoje łóżko a sam miał spać u Louisa i Harrego. Ale tak nie było..
Dziewczyna wydała z siebie przeciągły pisk a po chwili przebudziła się z krzykiem. Maiła koszmar..kto by nie miał gdyby grożono mu utratą życia.. Bo tak właściwie to dla tego Anabell przybiegła do chłopaków..Martin groził jej że ją zabije..Dziewczyna bała się już go w wcześniej był dla niej brutalny , ale kochała go ..do czasu...Jednak płomienne uczucie z czasem wyblakło. Wiedziała dobrze ,że rodzice pogorszą tylko sprawę ,a jedyną osobą, której ufała i przy której czuła się bezpiecznie był Zayn.
Pomieszczenie,w którym przebywała Anabell spowijały ciemności.Nigdy się ich nie bała ,lecz teraz strach opanował jej całe ciało.W kącie coś się poruszyło...Dziewczyna zaczęła wrzeszczeć,piszczeć ,wydawać z siebie odgłosy,jakie nigdy nie pojawiły by się w normalnych okolicznościach.Nagle drzwi od pokoju Zayna otworzyły się z hukiem.Do pokoju wpadły 4 postacie.Anabell nie wiedziała kto to,oczy zaszły jej łzami a z ust wydobywał się lekki szloch.Po chwili poczuła na swoich ramionach czyjeś silne ręce.Czuła się bezpieczna.
**U Lauren**
-Że co.?-Blondynka była w szoku..kto by nie był..
-Jesteś..
-Tak tak usłyszałam..
-Już znasz prawdę..
-A czy on zna..?
-Nie..chyba nie..nie wiem..
Między dwiema kobietami wyrosła przepaść.Nigdy nie miały o czym rozmawiać a teraz efekt był podwójny.W pokoju zaległa nieznośna cisza,Nikt nie wiedział co powiedzieć.
-Sam? On jest u siebie?-na blondynkę zostały skierowane dwa pytające spojrzenia.-no czy jest u siebie,w domu,nic o tym nie piszą?
-Mają właśnie wolne od koncertów i nagrywania.Niall pojechał do domu,a chłopcy zostali w kompleksie.
-Mamo...? Zawieziesz mnie do nich ?Do Ich domu?
-Wcale nie muszę.Mieszkają przecznice dalej.
-On mieszka przecznice dalej i ja o niczym nie wiedziałam?!-Rudowłosa podniosła głos ,aby po chwili wybuchnąć niepohamowanym,a co najważniejsze szczerym,śmiechem.Blondynka zaś zaczęła okładać ją poduszkami.Matka Lauren wyszła po cichu z pomieszczenia.Nie wiedziała co jej przybrana córka kombinuje.
-Sam?-dziewczyny przestały się bić poduszkami-Czy mimo tego że jestem siostrą,pomińmy fakt ,że bliźniaczką, członka jednego z najsławniejszych boysbandów będziemy dalej się przyjaźnić?
-Czyś ty oszalała?!-Ruda uśmiechnęła się szelmowsko-Jestem twoją przyjaciółką bez względu na to czy masz za brata gwiazdora czy przestępce!To dla mnie bez znaczenia,czy będziesz bogata czy biedna ,czy twoja rodzina się rozpadnie czy też nie zrozum! Jesteś dla mnie jak siostra...Część mojej rodziny.Łączą nas niesamowite więzy przyjaźni.Zawsze możesz na mnie liczyć.
Blondynka popłakała się ze wzruszenia i padła w ramiona przyjaciółce.
-Dobra kochanie.Szkoda czasu...
-Co masz na myśli?-Ruda spojrzała na Lauren z lekkim szokiem.
-No musimy dotrzeć do mojej prawdziwej rodzinki przed zmrokiem i zamierzam ciebie zabrać...
Dziewczyna wydała z siebie głośny pisk radości.Po chwili ruszyła do szafy Blondwłosej.
-Hmmm,w co by cię tu ubrać...MAM!
Wyciągnęła z szafy czarne rurki,żółty top i czerwony sweterek.Dla siebie wyciągnęła przetarte jeansowe rurki czarną bokserkę i katanę ze złotymi kolcami na ramionach.
-No to jesteśmy gotowe! A ! Poczekaj chwile!
Ruda ściągnęła ze swojej głowy opaskę z czarną kokardą i założyła na głowie blondynce.
-Bosko -skwitowała,a po chwili rzuciła się do szafek o czymś sobie przypomniawszy.W następnej sekundzie na jej głowie pojawiła się czarna bandamka.
-No ! Teraz możemy iść.
Dziewczyny zeszły do holu Lauren nie wiedziała co powiedzieć.Założyła czerwone conwersy a jej przyjaciółka czarne vansy.
-My wychodzimy pani Morhan! Do widzenia!
Powiew świeżego powietrza uderzył w twarz Lauren z wielką siłą tak,ze musiała złapać się balustrady.
-Dziwne że nie ma tu rozpiszczanych fanek...
-Sam,rozpiszczanych?
-No piszczących,daj se siana ,przecież wiesz ze lubie wymyślać nowe słowa.Nie zastanawiałaś się nigdy?
-Wiesz że nawet nie wiedziałam że tu mieszka.A co dopiero myśleć,że każda podniecona dziewczyna jaką spotkałam ,spotkała i jego.Ale tak szczerze to praktycznie żadnej nie spotkałam.Wiesz to trochę dziwne.Mieszkam tu od dzieciństwa a nie spotkałam go ani razu...Tak myśle.-Dziewczynie zaświtało w głowie jakieś wspomnienie.Dwójka dzieci.Blondyni.Strasznie podobni do siebie.Domek na drzewie.Wesołe śmiechy dzieci.
-Lauren!
-CO??
-Mówię do ciebie od jakiegoś kwadransa że już jesteśmy a ty złapałaś takiego zamuła ,jakiego jeszcze świat nie widział.
-Co? Już jesteśmy ?!
-No tak.Czyń zaszczyty-Powiedziawszy to popchnęła Lauren w kierunku i zaśmiała się lekko.Dziewczyna szpeszona zapukała.Po chwili w drzwiach ukazała się niska blondynka, o niemal identycznych rysach,jak u Lauren,trzymająca kubek z herbatą.Zdziwionym wzrokiem przejechała po sylwetce dziewczyny, a jej wzrok zatrzymał się na dużych oczach w odcieniu lapis-lazuli,niemal identycznych jak u kobiety.Starsza pani chciała zawołać już jednego ze swoich synów,lecz z ust Lauren wydobył się niezrozumiały bełkot.Samantha kopneła przyjaciółkę lekko w kostkę,przez co ta spojrzała na nią z wyrzutem.Dziewczyna odetchnęła głęboko.
-Cześć...Mamo...
***u Fanny***
Dziewczyna bała się dzisiejszego dnia.Bała się że już więcej się nie spotkają.Bała się ,że zapomną o niej.Bała się. Ubrana w białą bluzkę z napisem "I Don't Want Miss a Thing" ,czerwoną koszule w szkocką kratę i jeansowe rurki z przetartymi dziurami na kolanach.Wsadziwszy słuchawki od mp3 do uszu ,ruszyła z oporem.W głośnikach rozlegała się łagodna melodia piosenki Rufusa Wainwrighta-Hallelujah .Dziewczyna lekko kołysała się w rytm piosenki.Szczerze mówiąc nigdy nie była na "czasie".Nie słuchała piosenek 21 wieku.Dziewczyna rozmarzyła się.Zamknęła oczy i szła.Znała dobrze drogę.Po chwili jednak była zmuszona do otwarcia oczu.Wpadła na jakiegoś chłopaka wychodzącego z uliczki obok.
-Terry? Nie jesteś jeszcze na miejscu?
-Miałem po ciebie wpaść ale jakoś wyszło że to ty wpadłaś na mnie.-Chłopak roześmiał się melodyjnie.Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i szybkim ruchem otrzepała swoje spodnie.Terry był przystojnym mężczyzną,Fanny nigdy nie czuła do niego " Mięty" .Chłopak stał wpatrzony w jej oczy.
-Idziemy?
-Jasne -szeroki uśmiech wypełnił jego twarz.Dziewczyna przyjrzała mu się badawczo.
-Terry wy coś kombinujecie!
-My? Skądże znowu! -Powiedział z udawanym zdziwieniem a po chwili jego szczery śmiech wypełnił każdy zakamarek ulicy.-Nie martw się.Nie będziemy próbować spalić dom Ines tak jak ostatnio.Ale przyznaj ,to było śmieszne,jak Ines latała po całym ogródku krzycząc abyśmy przestali.
Francesca pokiwała głową ze zdumieniem,a po chwili wybuchła śmiechem.
-Czyli jednak coś kombinujecie...
-Nie będę mówić bo nie będziesz mieć niespodzianki!
-Czyli jednak!
-Ja ci nic nie mówiłem!!
- Oj nie myśl że ujdzie ci to płazem...-Trzeci głos odezwał się za ich plecami.
-Camillie! Ty poczwaro ! Nie strasz!-Blondynka zaśmiała się perliście.
-Wy jeszcze nie na miejscu ?!
-A ty co nas szpiegujesz?
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie- Terry przekomarzał się z Cam.
-Ej dzieciaczki ! Spokój ! Idziemy czy nie?
Mała grupa ruszyła przed siebie .Co chwilę słychać było ich wesołe śmiechy.Dwójka z nich nie wiedziała jeszcze ,że niedługo będą musieli rozstać się z brunetką.
Dłuuuuugaaaśnyy!!! Więcej takich Proszę!! Świetny ! Haha xD
OdpowiedzUsuń